Och! ryda

min (81)
Na pograniczu światów i państw

Jechaliśmy trochę w ciemno. Znajomi zachwyceni, bo tamtejsza kultura, zamiłowanie do tańców, cieplej i generalnie Bałkany (co powinno mówić samo za siebie, ale nie do mnie i nie wtedy). Kiedy już się człowiek zadomowił i poznał bliższą okolicę, zamarzył o czymś więcej i dalej. Na pierwszy ogień poszła Albania (wpis Uwaga zły pies), a potem zamarzyła się Ochryda, bo Makłowicz (jeśli ktoś nie widział, to polecam:  Makłowicz w podróży – Jezioro Ochrydzkie). Więcej nie potrzebowałam.

Światła kamer i scenariusz odcinka to jedno, a rzeczywistość swoje. Pierwszym generalnym zaskoczeniem był brak warzyw w marketach. Każdy oklejony był monstrualnymi zdjęciami szczerzącej się rodzinki na zakupach pchającej wózek wielkości palety na kółkach, z którego radośnie wystawała gigantyczna marchew z nacią jak sn słomy, jakieś piłki lekarskie w kształcie kapusty, bliżej nieokreślone przerośnięte owoce, a w sklepie cebula, banany i pomarańcze. No może czasem jabłka. I nic poza tym nie było, chociaż market dość spory i zaopatrzony w krajowe i zagraniczne towary; serbskie, bułgarskie i… polskie!

Po jakimś czasie namierzyliśmy bazarek, który w piątki stawał się centrum handlu warzywami, owocami i ploteczkami. Marzec nie sprzyjał wielobarwności i oprócz pomarańczy i jabłek kupić można tam było co najwyżej kapustę i cebulę. Ale przyjemnie się patrzyło, gdy do tego zestawu co tydzień dołączało coraz to nowe warzywo i po smutnych rzodkiewkach – które kupiłam bardziej z litości i podziwu nad ich uporem, by wyrosnąć – ryneczek zaczął nabierać rumieńców. Dopiero pod koniec kwietnia zaczął przypominać to miejsce, pośród którego przechadza się zadowolony Robert Makłowicz, a nawoływania sprzedawców do tej pory wspominam z rozrzewnieniem (udało nam się zlokalizować mikroskopijne budki z warzywami, więc nie było tragicznie).

Ale do rzeczy, bo zacznę się rozklejać 😉

min (48)
Trochę zimy wiosną

Kilka godzin jazdy autobusem i wysiadamy na dworcu, który jest tylko pylistym placem otoczonym prowizorkami na temat prowizorek, ale jest kawa! Gdzieś tam za plecami szmaragdowe jezioro, gdzieś tam strome uliczki miasta, gdzieś tam bulwary, kawiarenki i kościoły, ale wszystko w swoim czasie. Wstrząśnięta i niezmieszana kofeiną zainstalowałam się w pokoju znacząc cały podległy mi teren bałaganem i pobiegliśmy zwiedzać. Poszliśmy. To znaczy oni się wlekli, a ja próbowałam poganiać wycieczkę.

 

 

Nad wodą szczwani rybacy w swych łódkach łowią turystów na wycieczki po jeziorze. Szalenie sprytni, bo każdy zna kilka słów w niemal wszystkich europejskich językach i zanęca. A nam spodobał się stary wilk morski (taki żarcik prowadzącego, bo Macedonia jest państwem śródlądowym – Zgubek bawi i uczy) i po przechadzce (dlaczego ludzie tak się wloką?!) wróciliśmy do naszego kapitana. Krakowskim targiem ustaliliśmy cenę, wgramoliliśmy się na pokład i cała naprzód! Przez około minutę. Po tym czasie nasz przewoźnik wyhamował i przekazał stery jednej z dziewczyn, a sam zaczął z przepastnych skrzynek wydobywać kieliszki i butelkę domowej rakiji. Taka tradycja, nie zamierzałam się kłócić. W ten sposób przekonałam się o odwiecznej prawdzie: domowa wódeczka lepsza od tego, co sprzedawane jest w sklepie. A widoki! Warto wydać kilka złotych, by spojrzeć na miasto od strony wody.

min (91)min (83)min (92)

min (50)
A potem przy cerkwi zobaczyłam chłopaka stojącego na murze na rękach. Odzobaczyć już nie mogę ^_^

A potem wylądowaliśmy u podnóża skały, na szczycie  której rozsiadła się cerkiew świętego Jana Teologa. Kilka skoków schodami i kolejna perspektywa miasteczka. Oszałamiające błękity wody i nieba, ceglane dachy domków wgryzionych w nieprzyjazne skały, daleki gwar i wszechobecny zapach kawy. Rzeczywistość zwalnia bieg.

min (56)min (57)min (63)min (55)min (54)min (52)min (51)

Do centrum można zejść na wiele sposobów, a mój ulubiony to zgubić się w plątaninie murków, schodków, przybudówek i podwórek. Zaskoczonym właścicielom najechanego ogrodu zadać pytanie o drogę do centrum i można błądzić dalej odkrywając cudowne zakamarki niedostępne turystom „głównego nurtu”.

min (73)min (72)

min (71)
Włoszki mówiły, że włoski; my, że nasz polski, Macedończyk się śmiał

min (70)min (69)min (65)min (61)min (58)

min (59)
Takie parkingi to absolutnie zwyczajna rzecz w Macedonii

Na obiad warto wybrać się do każdego lokalu. Ja nie marudzę, a macedońskie porcje niejednokrotnie wprawiały nas w osłupienie. Nauczeni doświadczeniem zamawiamy różne potrawy, a potem sprawiedliwie je rozdzielamy (porcja gofrów z lodami w restauracji 77 przy lokalnej rozgłośni w Sztip to wyzwanie nie do przeskoczenia dla dwóch osób, sprawdzone!), każdy jest zadowolony. I tylko alkohol w sklepach sprzedawany jest o określonych godzinach, warto pamiętać albo dogadać się z właścicielem mieszkania.

 

 

 

min (46)

min (66)
Zakochana jestem w ich prowizorkach, które mają cudowny styl „weźmy cokolwiek, wiatr i tak to za chwilę rozniesie”
min (47)
Wszystko działa na patencie, każdy wiecznie coś naprawia, poprawia, dodaje, dobudowuje. Domy zyskują nowe wymiary, aż cały kraj zaczyna przypominać Niewidoczny Uniwersytet z Pratchetta. I tylko czekać, aż bibliotekarz zamieni się w orangutana 😉
min (45)
W takim kolorze też bym wyniosła na śmietnik
min (44)
Zgubek się znalazł 😀

Można odkrywać, można zwiedzać, można błądzić i sycić zmysły. Nie można zapomnieć

min (49)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s